czwartek, 20 września 2007

Popolemizujmy sobie

Czasami zastanawiam się, jakże niesamowitym narzędziem jest Internet. Pozwala na przykład cierpiącym na paranoidalną schizofrenię redaktorzynom podrzędnych brukowców używać w niektórych swych tworach nader trudnych słów. Internetem trzeba jednak umieć się posługiwać. To, że nazwiemy coś polemiką, nie musi wcale oznaczać, że nią jest. To, że nazwiemy coś agencją prasową, nie musi wcale oznaczać, że nią jest. Wreszcie to, że nazwiemy siebie dziennikarzem, nie oznacza wcale, że swą pracę wykonujemy rzetelnie, sumiennie, zgodnie z podstawowymi zasadami etyki zawodowej.

Jeśli zaś Jaśnie Wielmożny Pan Redaktor uważa, że mój poprzedni tekst był zajadłym atakiem, niech raz jeszcze przeczyta poprzedni akapit. Zaznaczam, że to także nie jest (jeszcze) zajadłe.

Pisze, Pan, że Panu nie wstyd, Jaśnie Oświecony Panie Redaktorze. I w tym momencie to mnie autentycznie zrobiło się wstyd. Za Pana, który taką opinię środowisku dziennikarskiemu dajesz. Jakież to gazety są od obiektywizmu? Bo chyba nie partyjne organa propagandowe. Wypisuje Pan takie brednie w niezależnej teoretycznie gazecie. Tym się różnimy, że ja moje brednie wypisuję nie w Gońcu, jako że leży mi na sercu jego wizerunek, ale tutaj. Bo tu jest miejsce na takie teksty. Na Pański tekst miejsce jest w Sarmackim Demokracie. I szkoda, że nie zaznaczył Pan, że artykuł będzie tak ordynarnie stronniczy. Wypadałoby. A sygnaturki nie znalazłem, ciekawsze i ważniejsze rzeczy do robienia miałem, niż analizowanie Pańskiego Jaśnie Oświeconego dossier.

Chce Pan przykładów. Dowodów, taśm, nagrań, bilingów, konferencji. Przykładów na Pańskie oszczerstwa wobec nas. Ubolewam nad Pańskimi umiejętnościami w zakresie czytania ze zrozumieniem i zapewniam, że przy odrobinie wysiłku i chęci znajdzie Pan te wszystkie oszczerstwa. Najwyraźniej rzucanie nimi przychodzi Panu z taką łatwością, że nawet ich Pan nie zauważa…

Czas teraz, abym się tłumaczył z mej naiwności. Nie dziwię się, że moje słowa o sferach życia zamkniętych dla polityki wywołały Pańskie oburzenie. Będąc tak nią przesiąkniętym widzi się ją wszędzie, nawet tam, gdzie jej nie ma… Pan włączy TVP1, tą realną, i poogląda Wiadomości. Niech Pan poczyta prasę, ale nie Nasz Dziennik. Oto, do czego prowadzi upolitycznianie wszystkiego, co się rusza. Chce Pan tego w Księstwie? Ja nie.

„Od swoich szeregów zacznijcie Panowie.” To Pan zaczął, my możemy tylko skończyć. Z obłudą, chamstwem, zakłamaniem i bezczelnością.

Wieniawa-Leszczyński

Brak komentarzy: