poniedziałek, 11 lutego 2008

Wywiad z Yaraehem

Z Yaraehem kaw. de Luna y Euskadi - jednym z najbardziej aktywnych Sarmatów, ostatnio pełniącym obowiązki diuka Kościńskiego na Pewnym Ważnym Stanowisku, rozmawia Andrzej bar. Dzikowski.


Andrzej Dzikowski: Nasi czytelnicy z pewnością chcieliby wiedzieć, skąd się wziąłeś w Sarmacji, dlaczego akurat KS?
Yaraeh de Luna y Euskadi: Swoją przygodę z mikronacjami zacząłem około rok temu. Wówczas to zawitałem do Samundy, której królową jest Marietta s.d. von Thorn-Wołyńczyk. To ona chyba trzykrotnie zapraszała mnie do Sarmacji i za trzecim razem, przyjąłem to zaproszenie, rejestrując się.

Wielu Sarmatów Cię nie znosi, wielu daży Cię dużą sympatią. Jak sądzisz, dlaczego jesteś tak kontrowersyjną postacią?
Myślę, że to dlatego że jestem indywidualistą.

I zawsze mówisz to, co myślisz?
Zawsze mówię co myślę i czuję, a nie co inni chcieliby usłyszeć.

To trochę jak Unia Konserwatywno-Liberalna...
Dlatego jestem w tej partii <śmiech>.

No właśnie - czy wiążesz z przynależnością do UKL jakieś plany?
Narazie chcę działać w samorządzie, więc wątpię, abym startował w wyborach do IP, ale sądzę, że pomysły UKL na zmiany są na tyle sensowne i racjonalne, a co najważniejsze na tyle prawicowe, abym mógł brać w tym udział.

Tak, to dla wielu Sarmatów duża niespodzianka - ostatnio zastępujesz Namiestnika Gellonii. Co zamierzasz zrobić, pełniąc tę jakże zaszczytną funkcję? A może już coś zdziałałeś?
Pełnię obowiązki namiestnika do czasu powrotu diuka Kościńskiego. Obecnie, razem z diukiem pracujemy nad reformą Gellonii, tak aby cieszyła się dawną świetnością. Osobiście jestem za zdrapaniem patyny z Hrabstwa, dlatego też pracuję nad wdrożeniem nowych rozwiązań prawnych oraz uporządkowaniem obecnych. Chcę także stworzyć, wspólnie z Terytorium Koronnym, system pomocy nowym mieszkańcom, ale narazie nie mogę nic więcej powiedzieć.

A teraz coś z "bieżączki": jak skomentujesz usunięcie Twojej żony z Nowej Prawicy Sarmackiej?
Mam nadzieję że ta przystawka stanie ością w gardle kawalerowi.

Okoliczności tego posunięcia są dziwne, nie sądzisz? Czy to może efekt walki buldogów pod dywanem (a raczej buldoga z pięknym pudelkiem) w NPS?
To raczej z góry przemyślana akcja kawalera, który wykorzystał pierwszą nadarzajacą się okazję, żeby pozbyć się kierownictwa wchłoniętej SPK.

Cóż, członkowie UKL zawsze cieszyli się, gdy jakaś partia się do nas przyłączała. Do dziś Unię współtworzą liderzy ChDKS, PLS, LPS...
Jest różnica między pozycją prezesa UKL (pierwszy wśród równych), a pozycją prezesa NPS (duce).

Na koniec - chcesz powiedzieć coś od siebie?
Dziękuję diukowi za okazane mi zaufanie i myślę, że na moich szerokich barkach dobrze się Gellonii spoczywa.

Dziękuję za wywiad.

6 komentarzy:

Unknown pisze...

Nie jest Pan Namiestnikiem pro tempore. Namiestnikiem pro tempore jest diuk Kościński.

Pan jedynie pełni jego obowiązki w czasie jego nieobecności. Formalnie jednak nie jest Pan namiestnikiem. Proszę wobec tego o nie wprowadzanie czytelników w błąd.

AD pisze...

Tak, masz rację - małą korektę wprowadziłem - chyba nikt się złościć nie będzie.

Unknown pisze...

Jak dla mnie - śpijcie dalej.

Anonimowy pisze...

Taa... tytułu "primus inter pares" użył Oktawian August, aby zastąpić nielubiany przez Rzymian tytuł dyktatora, z czystej hipokryzji. Używał też (częściej) tytułu imperatora, którym tytułowano wcześniej wodzów legionów,zwanych także duce... Prawdziwym duce był dopiero Dioklecjan - bynajmniej skończył z hipokryzją :]

AD pisze...

Jak już się tak mamy oświecać, to chciałbym zauważyć, że słowo "bynajmniej" wzmacnia przeczenie w wypowiedzi (czasami też jest używane jako wykrzyknik bedący przeczącą odpowiedzią) - w Twojej wypowiedzi nie ma przeczenia, które mogłoby być wzmocnione, a wręcz podejrzewam, że "bynajmniej" ma wzmacniać twierdzenie, że Dioklecjan skończył z hipokryzją.

Anonimowy pisze...

Tak, wiem :) To jest to co denerwuje mnie w laptopach - lekkie dotknięcie touchpada i po ptakach. Część po myślniku miała brzmieć "bynajmniej nie udawał demokraty i skończył z hipokryzją". Dzięki za zwrócenie uwagi.