poniedziałek, 29 września 2008

Jeszcze o podatkach

Do mojego ostatniego artykułu w Głosie (http://glosfioletowych.blogspot.com/2008/09/ostatnio-izba-poselska-proceduje-nad.html)
odniosło się krytycznie kilka osób (na komentarze pod artykułem odpowiedziałem właśnie tam). Yaraeh Alejandro bnt Kami-Chojnacki-Euskadi wysmażył nawet polemikę (http://santa-ana.sarmacja.org/kurier/?p=29#0). I bardzo dobrze! Czas porozmawiać na łamach prasy o ważnych sprawach.


Baronet Kami-Chojnacki-Euskadi twierdzi, że przedstawiona przeze mnie idea pogłównego "okazała się [...] ni mniej, ni więcej próbą demontażu zasady egalitarności w Księstwie Sarmacji". Pierwszy raz słyszę o obecności takiej zasady w Księstwie Panie BARONECIE... A już odnosząc się do etymologii słowa "egalitaryzm" - pogłówne jest równe dla każdego, więc równość jest zachowana.

Przyznaję, że określam zjawisko redystrybucji dochodu, występujące w świecie realnym (niestety rządzonym w olbrzymiej większości przypadków przez mniej lub bardziej czerwonych osobników), jako “ździerstwo”. Użyłem tu określenia pejoratywnego, bo negatywne zjawisko zasługuje właśnie na takie wyrażenie. Chodzi oczywiście o redystrybucję dokonywaną przymusowo przez państwo. Jestem jak najbardziej za dobrowolną redystrybucją dokonywaną przez organizacje dobroczynne, religijne itp. Robinhoodystom i janosikistom mówię stanowcze nie! Wyznaję po prostu zasadę "nie kradnij". Robin Hood i Janosik to złodzieje - niezależnie od tego, jak się ich przedstawia.

Z artykułu Baroneta Kami-Chojnacki-Euskadiego dowiedziałem się też, że "Zamiast szansy dla każdego, egalitaryzmu oraz państwa prawa," proponuję "dyktaturę holdingów, które, nie czując presji podatkowej, dalej mogłyby swoją obecnością nie tylko nie przynosić korzyści państwu, ale także powodując jego straty, tak jak ma to miejsce dzisiaj".

O zasadzie egalitaryzmu już wspomniałem. Nie wiem, co ma tu do rzeczy zasada państwa prawa, której jestem gorącym wyznawcą. Proponuję Drogiemu Oponentowi zajrzeć do jakiegoś podręcznika traktującego o prawie konstytucyjnym. A holdingi nie są po to, żeby przynosić korzyści państwu, tylko po to, by przynosic zyski swoim właścicielom - tu proponuję zapoznać się z jakąś pozycją poświęconą ekonomii. Nie wiem w jaki sposób przedsiębiorstwa sarmackie powodują straty państwa. Okradają je?

"Dzisiejsze pensje w koncernach są nie tyle niskie, co wręcz głodowe". A wyższe podatki dla "bogatych" na pewno spowodują wzrost tych pensji;) Jasne... To przecież oczywiste, że jeżeli "bogaty" właściciel wraz ze swoim przedsiębiorstwem zacznie płacić więcej państwu, to na pewno nie będzie płacił więcej pracownikom. A może nawet zapłaci mniej.

Dalej Baronet pisze: "Sprzyja to [pogłówne] wyzyskowi i bogaceniu się jednych, przy biednieniu drugich. Nie mam nic przeciwko bogatym - przeciwnie, chciałbym aby każdy taki był - ale niczyj zysk, nie może się odbywać z krzywdą innych. Tak jak kradzieże i wymuszenia są traktowane jako przestępstwa, tak też wyzysk powinien być traktowany w tych kategoriach. Dlatego też, opowiadam się za progresją podatkową". No, tutaj Baronet operuje językiem konfliktu a la niejaki Karl Marx. Czy aby używając określenia "wyzyskiwacze" nie "ogranicza własnego poznania"? Drodzy Sarmaci! Bez właścicieli dużych przedsiębiorstw sarmackich, którzy ciężką pracą wybili się z poziomu, na którym każdy z nas znajdował się na początku swego życia w KS, nie byłoby miejsc pracy, nie byłoby tak dużej gospodarki jak nasza, nie byłoby produkcji tylu dóbr. Konfliktu nie ma! Pracodawca potrzebuje pracowników i vice versa. Amen

3 komentarze:

D. pisze...

Jakiej gospodarki, Baronie?
Jakich miejsc pracy, Baronie...?

AD pisze...

Mówię o gospodarce sarmackiej - tej, która była i tej, która będzie, niezależnie od numeru SYRIUSZA, a także tej działającej poza SYRIUSZEM.

D. pisze...

Bardzo dobre określenie - ta, która była i ta, która BĘDZIE.